Poprzednio dwaj lalkowi panowie wybrali się nad Wisłę a dziś dwie barbiowe panie obeszły ze mną park, a właściwie taki jakby zagajnik.
Dwie dziewczyny we flauszowych płaszczykach, wzorzystych spódniczkach do kolan, białych bluzeczkach, siatkowych rajstopach i czarnych butach zabrały ze sobą na spacer torebki. W morelowym płaszczyku wystąpiła LAVINIA (barbie Andy Warhol Campbell's Soup) a w zielonym FABIENNE (barbie Mackie-jakaś fashion fever).
Dziewczyny rozglądały się i wypatrywały szczebioczących ptaków. Potem rozkoszowały się pięknem kwitnącego drzewka mirabelki.
I pośród kwiecia forsycji...
Co do zawartości ZAKĄTKA-panowie mieli męskie granie, więc panie dostaną babskie :) ADELE ! Jej najbardziej ulubione przeze mnie utwory to
Dawno nie było tutaj sesji plenerowej, ostatnia to jeszcze śnieżna biel i mróz. Zabrałam więc dwóch panów nad Wisłę. Na sesję załapali się: MARTIN i FINLEY. Obaj przyoblekli zestawy ciuszków od Kevinów z kolekcji zimowej, które polecała Olla123 TU. Rzeczywiście ubranka są bardzo ładne, dobrze uszyte i przede wszystkim - tak jak Ola ujęła - niezwykle "ludzkie". A że gorącej wiosny nie ma, płaszcz i kurtka z kapturem nie raziły o tej porze roku. Tak prawdę mówiąc, to chyba jeden z chłopaków dostał cieplejszy sweter, nie będący elementem setu i zdaje się że to FINLEY. Ale, mniejsza o większość.
Zdjęć natrzaskałam krocie, męcząc się przy tym wyjątkowo okrutnie, ale nie będę marudzić i wymieniać wszystkich przeciwności losu; grunt, że je pokonałam, lepiej lub gorzej. I oprócz prześwietlonych niektórych fotek, chyba innych poważnych niedociągnięć aż tak nie widać.
MARTIN na granatowo a FINLEY na czarno.
Ten zwalony pień leżał tuż nad wodą, która wyszła niemal biała pod słońce.
Odrobina wspinaczki :) Trzeba było również taszczyć wszystkie własne kilogramy ;p
I solo MARTIN:
I sam FINLEY:
No i widzicie. Jak już się pofatygowałam wraz z moimi czterema literami, tak nafociłam do imentu. Ale wolę tak niż strzelić fotek tyle co kot napłakał. Kotom płakać nie wolno, koty mają się śmiać :D
No to w ZAKĄTKU jakieś męskie granie by się przydało, prawda?
To wrzucam zespół "Our Last Night", moje wielkie ostatnie odkrycie, które zaowocowało ogromną aprobatą dla tego co i jak robią. A robią świetne covery i tworzą własną muzę. W podobie Linkin Park, więc nie mogłam nie stać się ich fanką :) Dość ostry metal -ostrzegam :) Ale jaki melodyjny i miły dla ucha. Przynajmniej selinkowego. (Cóż BTS i takie tam to zdecydowanie nie moje klimaty....) Wokaliści to bracia, jeden z nich drze japę czyli robi scream lub growl ale też śpiewa łagodnym głosem, drugi tylko melodyjnie bez wystawiania uszu słuchających na ciężką próbę ;p
Ten ich oryginalny kawałek mnie oczarował jako pierwszy:
"Same Old War":
"Fate"
"Tongue Tied"
I na dziś tylko jeden przykład covera, który ogromnie mi przypadł do gustu, choć ani piosenki ani wykonawcy nie znałam zanim nie usłyszałam tej przeróbki: